sobota, 29 października 2011

Szpiegując sąsiadów będzie można zarobić

Szpiegując sąsiadów, którzy nie sprzątają po psie, malują graffiti na murze, zaśmiecają ulice lub wystawiają stare meble w miejscu publicznym, można będzie w Wielkiej Brytanii zarobić nawet 500 funtów - informuje w poniedziałek "Daily Express".

Wystarczy sfotografować winowajcę telefonem komórkowym lub zanotować numer rejestracyjny pojazdu i zawiadomić władze lokalne. Jeśli wynikiem tej obywatelskiej troski będzie skazanie winowajcy, to osoba będąca źródłem informacji może upomnieć się o pieniężną nagrodę.

Rozwiązanie to wprowadziły w ubiegłym tygodniu jako pierwsze władze gminy Waltham Forest (północno-wschodni Londyn). Uzasadniono je społeczną potrzebą rozprawienia się ze sprawcami wykroczeń przeciw środowisku. Za ich przykładem mogą pójść inne regiony na terenie całego kraju.

Na nagrodę w wysokości 100 funtów można liczyć już w razie wystosowania przez władze samorządowe pozwów wobec osoby oskarżonej o wykroczenia. Kolejne 150 funtów przysługuje po skazaniu winowajcy, a pozostałe - nawet 500 funtów - w razie zasądzenia kary w maksymalnym wymiarze. "Nie jest to przyzwolenie na to, by jedni węszyli w sprawach drugich, ale wyraźny sygnał, iż ludzie chcą, by ich ulice były czyste i by nie było na nich niepożądanych gości pozostawiających śmiecie" - tłumaczy laburzystowski radny Waltham Forest, Afzal Akram.

Organizacja broniąca interesów podatnika (TaxPayers' Alliance) uważa, iż inicjatywa jest stratą publicznych pieniędzy, a ludzie mają dość tego, iż władze lokalne inwigilują ich na każdym kroku. Tymczasem władze od pewnego czasu rozciągają zakres inwigilacji nad gospodarstwami domowymi, stosując przy tym metody policyjne. Za podstawę prawną służy im ustawa z 2000 roku (tzw. RIPA) uchwalona z myślą o ściganiu ciężkich przestępstw, której zastosowanie rozszerzono w 2003 roku.

Niektóre gminy angażują niepełnoletnich lub dorosłych wolontariuszy, by zawiadamiały je o wykroczeniach przeciw środowisku jak np. pozostawieniu śmieci na chodniku, wandalizmie, porzuconych pojazdach itd.

Opluwają Biblię i nazywają to sztuką


















W jednej ze szkockich galerii doszło do "happeningu", który podobno ma służyć sztuce. W trakcie akcji zorganizowanej w Galerii Sztuki Nowoczesnej w Glasgow, została wystawiona Biblia, w której każdy ze zwiedzających mógł zostawić swoją wiadomość dla Boga. "Miłośnicy sztuki" wpisywali do Pisma Świętego wszystko to, co im ślina na język przyniosła.

Podczas wystawy zatytułowanej Made in God's Image, organizatorzy zadbali o to, by każdy chętny mógł wyrazić swoje zdanie na temat Boga oraz Biblii. Zachęcały do tego m.in. długopisy, na których znajdowała się informacja o treści: "jeśli czujesz się wykluczony z Biblii, opisz swój sposób powrotu do niej". Nie przebierając w słowach, wielu gości skorzystało z danej im możliwości i na kartach Świętej Księgi, często przy użyciu słów nieparlamentarnych, wyraziło swoje emocje.

Jak poinformował "The Times", mało kto z przybyłych zainteresowany był zamieszczaniem propozycji reform potrzebnych Kościołowi. Większość gości skupiła się na prowokacji i poprzez obelżywe słowa, zwyczajnie opluwała Pismo Święte. "To wszystko, to seksistowskie tfu, więc lekceważcie to wszystko."; "Jestem bi, jestem kobietą i jestem z tego dumna. Nie chcę Boga, który jest tym rozczarowany." - brzmiały tylko niektóre wpisy, które trafiły do księgi.

Niektórzy prowokatorzy posunęli się jeszcze dalej. "Ewangelia wg Luke'a Skywalkera, pie..... Biblię" czy "Faszystowski Bóg" - to kolejne z plugastw, które można było przeczytać.

Jednak organizatorzy pokazu stwierdzili, że możliwość wypisywania bzdur przez przybyłych, to za mało. W ramach kolejnych atrakcji, które miały zelektryzować gości, zaprezentowano film, na którym widać kobietę wyrywającą kartki z Pisma Świętego i umieszczającą je pod bielizną.Pomysł zorganizowania wystawy wyszedł od Metropolitalnej Wspólnoty Kościelnej - stowarzyszenia wspólnot, które koncentruje się m.in. na ochronie praw mniejszości seksualnych. Jak stwierdzili pomysłodawcy, chodziło o to, by ludzie wyrażali swoje pomysły, na to co należy zrobić, by Biblia została odzyskana, jako księga uświęcona.

Artyści biorący udział w wystawie nie dopatrzyli się niczego złego, w tym co miało miejsce. "Wszelkie obraźliwe rzeczy, które zostały wypisane, nie były tematem prac." - powiedział Anthony Schrag, który był jednym z twórców. "Jeśli otwieramy Biblię na dyskusję, z pewnością powinniśmy zaprosić ludzi, by się na jej temat wypowiadali."
Zszokowani byli natomiast niektórzy przedstawiciele Metropolitalnej Wspólnoty Kościelnej, którzy nie spodziewali się, że przedstawiciele różnych środowisk, którzy pojawią się w galerii, posuną się aż tak daleko. "Biblia nigdy nie powinna być wykorzystywana w taki sposób." - powiedziała Jane Clarke z Metropolitalnej Wspólnoty Kościelnej.

Oburzenia nie kryją przedstawiciele Kościoła katolickiego, którzy zastanawiają się, czy organizatorzy byliby skłonni postąpić w ten sam sposób z Koranem.

Zaskakujące jest tu przede wszystkim zachowanie przeciwników Kościoła, którzy jego członkom zarzucają średniowieczną mentalność i zaściankowość, a sami posuwają się do prymitywnych metod prowokacji. Czyżby komuś skończyły się argumenty?